W podkrakowskiej gminie Jerzmanowice-Przeginia zrobiło się głośno po tym, jak wójt Tomasz Gwizdała podczas kościelnej uroczystości publicznie zawierzył gminę Maryi. Samorządowiec uznał przy tym, że taka decyzja nie wymaga uchwały rady gminy.
I właśnie tu pojawia się najpoważniejszy problem. Nie chodzi już wyłącznie o osobistą wiarę wójta ani o religijny symbol. Chodzi o sakralizację lokalnej polityki, czyli sytuację, w której władza publiczna zaczyna ubierać swoje działania w religijny mandat i przemawiać w imieniu całej wspólnoty także tam, gdzie mieszkańcy mogą mieć zupełnie różne przekonania.
Wójt ma pełne prawo do swoich wartości i udziału w uroczystościach religijnych. Ale kiedy występuje jako gospodarz gminy i zawierza ją w imieniu mieszkańców, przekracza granicę między sferą prywatną a publiczną. Wtedy nie jest to już wyłącznie akt wiary, lecz polityczny komunikat: urząd utożsamia wspólnotę samorządową z jednym światopoglądem.
Dla części mieszkańców to zapewne ważny i wzruszający gest. Dla innych jednak to sygnał, że samorząd zamiast łączyć wszystkich, zaczyna symbolicznie zawłaszczać wspólnotę. A to powinno budzić pytania nie tylko o intencje, ale o standardy sprawowania władzy.
Bo w demokratycznym samorządzie naprawdę nie wszystko da się załatwić zdaniem, że „uchwała nie była potrzebna”. Czasem bardziej od formalnej podstawy liczy się zwykła polityczna odpowiedzialność i świadomość, że wójt nie przemawia wyłącznie we własnym imieniu.