Kraków Airport ogłasza powrót połączenia do Budapesztu. Od 29 kwietnia Wizz Air uruchamia loty cztery razy w tygodniu. Oficjalnie – turystyka, termy, Dunaj i langosz. Nieoficjalnie – Budapeszt znów staje się miejscem „strategicznych wizyt”, zwłaszcza dla tych, którzy w Polsce wolą trzymać dystans.
Bo nie da się uciec od politycznego kontekstu. Stolica Węgier od miesięcy funkcjonuje w debacie publicznej jako azyl towarzyski i polityczny dla Zbigniewa Ziobro – byłego ministra, który zniknął z krajowej sceny w kluczowym momencie i jakby przypadkiem „odnalazł się” właśnie tam, gdzie polskie i węgierskie władze od lat grają do jednej bramki.
Nowe połączenie z Balic skraca dystans. Godzina z hakiem lotu i jesteśmy na miejscu. Idealnie, by wyskoczyć na weekend, ale też – jak ironizują komentatorzy – by wpaść z „kurtuazyjną wizytą”. Pojawiają się więc pytania, czy na pokładach nie zobaczymy stałych bywalców węgierskiej stolicy, z Ryszardem Terleckim włącznie, znanym z sympatii do „modelu budapeszteńskiego”.
Lotnisko i przewoźnik podkreślają: to odpowiedź na realne zainteresowanie pasażerów. Budapeszt jest blisko, tani i atrakcyjny. Polityka? To już „interpretacje”. Tyle że w Polsce trudno dziś oddzielić rozkład lotów od rozkładu sił.
Jedno jest pewne: Budapeszt wraca do Krakowa w idealnym momencie. Dla jednych to city break. Dla innych – wygodny most powietrzny do świata, w którym pytania bywają mniej dociekliwe, a gościnność bardziej wyrozumiała.