Dworzec autobusowy w Krzeszowicach znów robi „karierę” w sieci – po filmie opublikowanym przez „Kuracjusza Krzeszowickiego”. Na nagraniu widać wnętrze i zaplecze, w tym toalety. Przekaz jest bezlitosny: to miejsce wygląda tak, jakby od lat było odkładane na później.
Autor nie owija w bawełnę i uderza w prosty fakt: dworzec to nie magazyn, tylko publiczne miejsce, z którego codziennie korzystają ludzie – do pracy, szkoły, na przesiadki. A standard ma być podstawowy, nie „jaki się uda”.
Liczby, które tłumaczą, dlaczego temat wraca
W filmie padają konkretne kwoty:
- koszty roczne: 245 122 zł,
- przychody: 47 289 zł,
- deficyt: – 197 833 zł.
Czyli: dworzec jest trwale pod kreską. I tu zaczyna się kluczowe pytanie: skoro brakuje prawie 200 tys. zł rocznie, to czy „oszczędzanie” nie kończy się tam, gdzie widać to najszybciej – w czystości, serwisie i normalnych warunkach dla pasażerów?
Co dalej?
To nagranie nie zniknie od jednego sprzątania. Teraz piłka jest po stronie miasta i burmistrza Wacława : albo jest plan i terminy, albo temat wróci przy kolejnym filmie. Skoro dworzec kosztuje i będzie kosztował, mieszkańcy mają prawo usłyszeć wprost: dokładamy i podnosimy standard, czy dalej udajemy, że „jakoś to będzie”.